.

.

wtorek, 11 sierpnia 2015

Warszawskie Siostry Misjonarki Miłości

To niemożliwe! A jednak!  Wreszcie znalazłyśmy chwile wspólnego, wolnego czasu i udałyśmy się do Warszawy, gdzie swój dom mają  Siostry Misjonarki Miłości, u których będziemy posługiwać  w Etiopii. Chciałyśmy poznać duchowość, charyzmat, apostolat i zasady panujące w zgromadzeniu. Mimo naszego  krótkiego, bo 2-dniowego pobytu, udało się. Był to dla nas czas mini-rekolekcji.





Dojechałyśmy do sióstr w sobotę (1.08) około południa, przywitała nas siostra Maksymiliana, która stała się nasza przewodniczką w domu. Odpowiadała na mnóstwo pytań, tych ważnych dotyczących posługi wśród chorych, ale również takich prostych: jak pierze i wiąże się sari- strój Sióstr, dlaczego nie ma zegara, dlaczego zdejmują buty przed wejściem do kaplicy, co to za gong co chwile bije, jak wyglądają sale sióstr.... ( ciekawe kto je zadawał... :P )  Zewsząd słychać było miłe powitania, głownie w języku angielskim, gdyż to jest właśnie język zgromadzenia. Miałyśmy okazję porozmawiać z Siostrami, które były również w Afryce.

Od razu przystąpiłyśmy do włączenia się w życie wspólnoty- w tym przypadku modlitwy.  W domu oprócz sióstr po ślubach zakonnych mieszkają kandydatki oraz postulantki, nie tylko z Polski, ale z całego świata np. Australii, Indii, Bośni itd. Nie mogłyśmy ogarnąć siły powołania!!! Te młode dziewczyny bez obawy, wyjeżdżały do innego państwa i wstępowały do zakonu, nie myśląc o różnicy życia jakie to przynosi, odcinały się od rodziny i znajomych, by dzielić życie z najuboższymi, chorymi, cierpiącymi, bezdomnymi, by mogli znaleźć ukojenie w Chrystusie.
Siostry na co dzień w Warszawie posługują wśród bezdomnych, prowadzą jadłodajnie i opiekują się chorymi zamieszkującymi w ich domu i okolicy. Są to głownie osoby po urazach i z choroba nowotworową, które same nie dałyby sobie rady mieszkając na ulicy.
Droga z Postulantkami do
domu opieki społecznej.
Tylko takie zdjęcie gdyż siostry 
na co dzień nie występują na fotografiach  
Od razu przystąpiłyśmy do pomocy. Pierwszym naszym włączeniem się w tzw "apostolat" była pomoc przy rozdawaniu posiłku dla bezdomnych, którzy gromadzą się najpierw w kaplicy na modlitwie różańcowej. Razem z nimi modliliśmy się, a potem posługiwałyśmy w jadalni.

Monika: Praca z bezdomnymi jest dla mnie najwyższym wymiarem służby drugiemu człowiekowi, zwykle pracowałam z chorymi, patrząc na nich przez pryzmat ich cierpienia związanego z utratą zdrowia, wśród bezdomnych nie ma tego aspektu.

Następnie udałyśmy się na modlitwę brewiarzową z Siostrami, a po niej na Mszę Św. do pobliskiego kościoła wraz z innym wolontariuszem. Czuć było dobrą atmosferę wśród Sióstr i wolontariuszy- taką, w której każdy się o siebie troszczy. Był też czas na wspólne z s. Maksymilianą "pogaduchy" przy kolacji oraz na kalambury z kandydatkami - śmiech na pół Warszawy :)

Dzień zakończyłyśmy piękną modlitwą w kaplicy Sióstr. Co jakiś czas jedna z Sióstr musiała nam delikatnie pomagać, gdyż ogarnięcie modlitewnika w języku angielskim zajmuje trochę czasu... Siostry nie modlą się w j. polskim.

Strona z modlitewnika Sióstr. Zdjęcia zrobione,
 intensywnie się uczymy :)


W niedziele (którą rozpoczęłyśmy wraz z Siostrami o bardzo wczesnym świcie) naszym zadaniem był wyjazd z Kandydatkami do DPS, gdzie przygotowywały chorych do mszy świętej. Pomagałyśmy w myciu i ubieraniu oraz prowadziłyśmy chorych  na modlitwę.
Na mszy stanowiłyśmy wiodący duet śpiewaczek! Debiut! I nawet wspólny psalm! Nie z przyczyn naszych zdolności (raczej ich braku), lecz z prostego powodu- większość kandydatek nie była Polkami z pochodzenia, a nasze pieśni kościelne stanowiły nie małe wyznanie.

Ania: Czas w DPSie był dużym doświadczeniem i umocnieniem na naszą przyszłą posługę misyjną w Afryce... Miałam możliwość posługiwania przy chorych starszych paniach z jedną z polskich kandydatek -Teresą. Na moje pytanie, czy w tej ciężkiej posłudze pielęgnacji chorych i umierających nie ma obaw i nie ma jakiś fizycznych oporów, odpowiedziała mi, że z czasem dotarło do niej, że tak naprawdę to myje i pielęgnuje samego Jezusa, cierpiącego Jezusa i w ten sposób podchodzi do tych niełatwych prac. Ooo!

Ania z Postulantką w kuchni.
 Takie przyjaźnie!
Po powrocie do zakonu przyszedł czas na Mszę Świętą (już drugą!) wraz z bezdomnymi tak licznie zebranymi w kaplicy Sióstr i na korytarzach. Następnie podjęłyśmy apostolat - wydawanie posiłków dla bezdomnych. Okazało się, że nie byłyśmy jedynymi pomagającymi wolontariuszkami, Dzieliłyśmy swoja pracę z miejscowymi, którzy w wolnych chwilach pomagali siostrom. W tak krótkim czasie bardzo się zintegrowaliśmy i wspólnie żartowaliśmy :)

Niestety szybko przyszedł czas na pożegnanie! Siostry dużo nas nauczyły, wlały Ducha Missionaries of Charity... Był to bardzo potrzebny czas przed wylotem i dziękujemy Bogu, że nas tam zaprowadził :)
Ze wzruszeniem opuszczałyśmy to miejsce już i tak o kilka godzin przełożonym pociagiem... Siostry dały nam też sporo kg przesyłki do Sióstr do Etiopii.... Zaczynami modlitwę o tani nadbagaż :)

Jesteśmy przekonane, że powrócimy, zdać relację z wyjazdu siostrom!
Błogosławiona Matko Tereso z Kalkuty, opiekuj się nami!
Monika & Ania



W drodze powrotnej...
Takie miejsca... Łączymy się z ubogimi...
Warszawa! Pozdrawiamy Pana w tle :)

Opatrunek Miłości niech ogarnie cały świat :)

1 komentarz: