.

.

sobota, 5 września 2015

Drugs woman & Znachor, czyli pierwszy tydzień u Misjonarek Miłości.

 
- dzieci robią koło, bywają też grzeczne,

- dzieci prawie znają kolory po angielsku,

Osrodek z zewnatrz
- Ania przygotowuje zastrzyki, podaje leki, robi opatrunki, przygotowuje medyczne zaplecze i środki opatrunkowe do sterylizacji oraz jest medical assitance Mallasa pielęgniarza, z którym chodzi do chorych i dyskutuje na różne tylko medyczne tematy.... i  jest asystentką fizjoterapeutki najlepszej w Afryce M. Samolej,

Przekazujemy opatrunki z Polski
Ania robi opatrunki
- Monika leczy przemieszczenie kości udowej (żart, tylko pacjent tak myśli), diagnozuje, leczy dotykiem i uśmiechem, jest asystentką Asrada (tutejszego fizjoterapeuty, co zmienia opatrunki... ale jednak pokazał swoją terapeutyczną twarz!)

- "medical equipment", czyli medyczny sprzęt (glukometry, pulsoksymetr, ciśnieniomierze, termometry) oraz opatrunki wszelakiego rodzaju itp. zostały przekazane busy sister Suzet, czyli bardzo zajętej siostrze przełożonej. Ich działanie zostało wytłumaczone tutejszym medykom. Siostra pobłogosławiła wszystkich za te dary i czeka z niecierpliwością na resztę opatrunków, których nie dałyśmy rady zabrać. Pierwszy raz zobaczyłyśmy ją tak uradowaną!

- ćwiczymy się w podawaniu posiłków, sprzątaniu po etiopsku jadalni, korytarzy itp. służeniu pacjentom - pojęcie obszerne, ale taka obszerna jest też ta służba...

Czasem myślimy, że nie robimy nic ważnego, a jednak to te małe rzeczy robione z miłością i uwagą nadają sens tego wszystkiego.... Wystarczy tylko posiedzieć przy słabo widzącym chłopcu i przez pół godziny słuchać i patrzeć jak czyta książkę napisaną Brailem. Przyjmowanie i rehabilitowanie pacjentów chorych na  schorzenia nieznanego pochodzenia, dawanie im nadziei, choć na chwilę uśmierza ból, a czasem nawet pomaga na dłużej!

Osrodek wewnatrz
 
Wiemy jak dobrze rozplanować dzień, by być na oddziale mężczyzn i m.in zagrać z nimi w siatkówkę, zwyczajnie posiedzieć i posłuchać ich amhraskich opowieści, z których mało co rozumiemy, pośpiewać z nimi, obcinać paznokcie chorym itd, ćwiczyć z pacjentami (fizjo akcje). Na oddziale kobiet i dzieci - organizować zabawy wszelakiego typu. Przytulać i dawać miłość dzieciom, ale również spragnionym miłości i zrozumienia kobietom.
Rozdawać posiłki, zajmować się praniem, nosić niemowlaki, uczyć kobiety angielskiego oraz uczestniczyć w plemiennych tańcach w sali chorych (ciekawe kto rozkręcił imprezę...) Przy tym wszystkim znaleźć też czas na kontakt z pracownikami ośrodka (jeden pielęgniarz na cały ośrodek około 400 chorych, psycholog- raczej człowiek od wszystkiego, salowi, majsterkowicze, panowie do pomocy na dworze, ochroniarze, kucharki). To najczęściej osoby, które same kiedyś były w ośrodku, a teraz siostry zatrudniły ich do pomocy. Ci ludzie też potrzebują rozmowy z nami, a nawet żartów, czy zwykłej pomocy. Staramy się być z nimi wszystkimi, choć czasem nie wystarczy dnia.  Wokół krążą siostry. Jest ich tutaj sześć, choć obecnie przebywają jedynie cztery, a dwie są na rekolekcjach. Jedna z czterech obecnych tu Sióstr jest chorowita, więc na ogół na oddziałach pracują trzy Siostry. Wyobraźcie sobie jak są zabiegane!
Pod koniec tego tygodnia dopiero dotarł do nas ogrom nędzy ludzi przebywających tutaj, w szczególności kobiet i dzieci oraz wielkość sił jakie otrzymują siostry z Góry by im służyć. Gdy pomagamy w rozdawaniu jedzenia dzieciom na dożywieniu, widzimy małe rączki sięgające po wątpliwej jakości banana. Znajdujemy odpowiedź dlaczego tak ważna jest obecność na misjach. Gdyby nie siostry te dzieci nie miały by nawet tego! Pewnie nawet by już ich nie było na tym świecie... Tutaj rodzi się miłość matek do swojego nowonarodzonego potomstwa, którego chciały się pozbyć, często pod wpływem rodziny, przez którą zostały oszukane, niechciane, niezrozumiane...

„Do small things with great love”, czyli rób małe rzeczy z miłością. Matka Teresa.
To zwykle trudne do wykonania, bo szukamy własnego dobra, pragniemy być doceniani i podziwiani, nawet my tutaj mamy takie chwile. A jednak pośród tego wszystkiego, własnego egoizmu, wracamy ciągle do tych słów.

Ogólnie to żyjemy sobie spokojnie i według planu u Misjonarek Miłości. Czasami wypadają dni, kiedy rytm ten się zmienia, bo Siostry mają wcześniej czy później modlitwy, w których uczestniczymy. Komunikujemy się tutaj całe dnie w j. angielskim, czasem wychodzi nam to lepiej, a czasem gorzej, ale dogadujemy się i Chwała Panu! :) Znamy też kilka słówek po amharsku i ciągle ich przybywa.

Wystarczą 3 słowa by dogadać się z pacjentem!

Jamal? (czy Cię boli?)

Monika ze sprzetem fizjo.
Aj ( nie)

Au (tak

Trochę gestów i wszystko wiadomo! Można przystąpić do pracy ;)

Plan dnia:

6- pobudka,

6.30- Msza Święta (w j. ang) w kaplicy Sióstr

7.30- siostra Suzet pyta "Do you have bread?"- czy mamy chleb? (chyba dziwi się, ze tyle  jemy....), czyli śniadanie w naszym pokoju, sprzątamy, segregujemy Medical Equipment, kręcimy filmiki akcji...

8-8.30 -  ruszamy do pracy w części męskiej ośrodka, Ania uczestniczy w dystrybucji leków, Monika przyjmuje pacjentów wymagających fizjoterapii. Obcinamy paznokcie, asystujemy przy opatrunkach, objaśniamy działanie sprzętów medycznych, specjalistycznych opatrunków oraz preparatów do odkażania i pielęgnacji ran, które przywiozłyśmy. Wydajemy posiłki, sprzątamy i robimy przeróżne czynności.

12- Lunch (obiad)

12.30- modlitwa (z Siostrami lub bez gdy są zajęte)

13- kawa z pracownikami, rozmowy, czasem też krótki spacer nad jeziorem, przygotowywanie planu pracy z dziećmi itp.

Przerwa na kawe! Sil nam trzeba!
14.30/15- zaczynamy służbę na oddziale kobiet np. zabawy z dziećmi (Panie daj siłę, by nam nie wyrwały rąk...z miłości), nauka kolorów, mnóstwo piosenek, zabaw. Wykonywanie wszelakich tam prac. Próbujemy wprowadzać sprzęty, które przywiozłyśmy, co niestety kończy się porywaniem np, kredy i chaosem.

Zadna praca nam
nie obca  w osrodku
ok 16- Ania idzie wydawać leki, Monika sama z dziećmi.... (zdarte gardło od "Zasiali górale")

ok 17- wydawanie posiłków, sprzątanie, wizyta u kobiet z noworodkami itp. itd .


ok 17.45/18 - koniec pracy, drzwi oddziałów (a tak naprawdę kraty) zostają zamknięte i psy spuszczone

18- ok 19/19.30 - modlitwa, brewiarz po ang. i adoracja (z Siostrami)

Następnie kolacja w naszym pokoju, planowanie kolejnego dnia, drobne sprawy i spanie :) Cenimy tu sen i nie zarywany nocek. Musimy mieć dużo sił, by kolejny dzień przeżyć dobrze i w zdrowiu.


Do służby w ośrodku dostałyśmy od Sióstr specjalne „fartuszki” (jak nic medyczne...), które ubieramy na nasze codzienne ubranie.

Zdjęcia nie oddają w pełni charyzmy naszego doświadczenia misyjnego, gdyż Siostry Misjonarki Miłości proszą, aby nie robić zdjęć chorym w związku z ich cierpieniem i prywatnością.

Pamiętamy o Was w modlitwie i też o nią prosimy,

A&M

PS: Przepraszamy za opóźnione relacje na blogu, ale w tygodniu nie mamy Internetu, dopiero w weekend możemy iść do centrum miasta do kawiarenki internetowej. Enjoy!





Biedni czekajacy
na przyjecie przed osrodkiem
O my, szalone!

Mycie wlosow w warunkach etiopskich - zimna woda!

Jezioro- ok 100m od Siostr,
tu chodzimy na kilkunastominutowe spacery

Rest in peace!

;)

Przed osrodkiem

Przed osrodkiem

Przerwa!


Domek straznika, naszego kumpla!

Ania w pokoju zmieniania opatrunkow

Monika w akcji fizjo!

Ania z pielegniarzem, dobry zespol!

W pokoju z lekami


Lazienka pacjentow



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz